Irulon prowadzi tutaj blog rowerowy

Nad Kierskie

  • DST 60.50km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:31
  • VAVG 24.04km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 kwietnia 2011 | dodano: 30.04.2011

Rankiem 8 września 1939 roku, głównodowodzący cofającą się na Warszawę Armią "Poznań" gen. Tadeusz Kutrzeba, widząc lukę między pędzącymi na stolicę Rzeczypospolitej niemieckimi czołgami a pozostającą w tyle piechotą, zaproponował Wodzowi Naczelnemu koncepcję zwrotu zaczepnego w kierunku południowym wspólnie z cofającą się od północy Armią "Pomorze". Polskie kontrnatarcie i walki jakie się wówczas wywiązały przeszły do historii jako bitwa nad Bzurą.
Jakkolwiek obrazoburczo to nie zabrzmi, rankiem 30 kwietnia 2011, podczas porannej kawy, narodziła się we mnie koncepcja objechania jeziora Kierskiego. Niezrażony zimnym wiatrem, którego nie łagodziły promienie porannego słońca (wyjechałem po 8), wyruszyłem asfaltami, przebijając się wzdłuż Malty, przez Śródkę, w stronę Sołacza. Po drodze wypadło mi pedałować także przez ulicę Armii Poznań i stąd nawiązanie do bohaterskich żołnierzy kampanii wrześniowej (pamiętajmy o nich!).
Z Sołacza trafiłem nad Rusałkę, gdzie urządziłem sobie krótki postój na pomoście, aby rozćwiczyć nogę bez ACL z pomocą specjalnie zabranej gumy. Następnie pocisnąłem żwawo w kierunku jeziora Strzeszyńskiego. Tuż za nim zgubiłem ścieżkę (co nie jest trudne, gdyż nie jest zbyt dobrze oznakowana) i pojechałem w kierunku przejazdu kolejowego w Psarskich. Próbując znaleźć ścieżkę ruszyłem na południe ulicą Słupską, ale kiedy nie udało mi się odnaleźć szlaku skręciłem po jakimś czasie w lewo co było dobrym pomysłem, gdyż po krótkiej jeździe wśród drzew ukazało się mym oczom jezioro Kierskie!
Tu muszę zrobić pauzę i odnotować (bez zbytniej dumy), że to dopiero pierwsza moja wizyta nad nim na rowerze. Jazda na północ wzdłuż wschodniego brzegu jeziora była dość łatwa, kłopoty zaczęły się, kiedy wyjechawszy do Kiekrza, próbowałem wrócić na szlak prowadzący wzdłuż jeziora, rychło - metodą prób i błędów - dowiedziałem się, że takowy (na wzór np. Malty) nie istnieje. Brzeg jest bowiem częściowo niedostępny ze względu na użytki rolne lub ogrodzone przystanie i ośrodki.
Po objechaniu północnego krańca jeziora próbowałem jeszcze bezskutecznie podążać jego zachodnim brzegiem. Przekonawszy się, że to niemożliwe, pomknąłem przez Chyby w kierunku Baranowa, po drodze zaliczając znany mi dobrze fragment drogi wojewódzkiej nr 184 do Szamotuł. W Baranowie skorzystałem z przejścia podziemnego, żeby pokonać jak zwykle ruchliwą dwupasmową drogę krajową nr 92, pamiątkę po „złotej dekadzie” Gierka. Zadłużył nas ten Ślązak niemożebnie, ale na szczęście drogi za jego czasów budowano nie tylko na Śląsku. Kiedy jedzie się na południe, Baranowo płynnie zmienia się w Przeźmierowo. Za Przeźmierowem czekało mnie rondo na kolejnej drodze wojewódzkiej (nr 307) w kierunku Nowego Tomyśla. Ta droga, niczym za Gierka, jest rozbudowywana (apgrejdowana jak się teraz czasem mówi) do dwóch pasów. Tyle, że tym razem rządzi nami Kaszub. Nie wdając się tutaj w dłuższe polityczno-gospodarcze dywagacje, wypadnie zauważyć, że za rondem zaczyna się kolejna podpoznańska wieś, Wysogotowo. Do znajdującego się za Wysogotowem Skórzewa już nie wjechałem, zanurzając się w las. Trochę w nim pobłądziłem, ale ostatecznie wyjechałem w okolicy ulicy Złotowskiej, skręciłem w Owczą i ponownie wjechałem do lasu.
Tym razem był to Lasek Marceliński, słynny między innymi z tego, że czasem nadużywa w nim alkoholu mój młodszy brat. W sąsiedztwie Lasku jest stadion Dumy Wielkopolski, której kibicem jest rzeczony brat. Minąwszy z prawej stadion, wjechałem na Bułgarską, obejrzałem kataklizm zwany przebudową skrzyżowania owej ulicy z Grunwaldzką (korki na tej pierwszej widzę na co dzień z okien mego biurwca), by następnie wrócić do domu ulicami Palacza, Dmowskiego, Hetmańską, Pawią, Inflancką i Kurlandzką.
Wróciwszy, wypiłem zasłużone piwo Specjal (z uwagi na rodowód tego napoju, można by tu nawiązać do wspomnianego już Kaszuba i żołnierzy Armii „Pomorze”, ale skojarzenia to przekleństwo, więc dajmy sobie spokój).

/




komentarze
josip
| 18:49 sobota, 7 maja 2011 | linkuj Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem:) Ale wyjazd tak nie wcześniej niż koło południa, co?
Irulon
| 11:13 sobota, 7 maja 2011 | linkuj Chyba tą właśnie trasą jechałem. Ta szutrówka wiedzie (jeszcze przed gospodarstwem) koło świętego drzewa z małym ołtarzem NMP. A niektóre domy w Chybach faktycznie wypasione, Beverly Hills niemalże, he he.
Możemy się wybrać, a jakże. Proponuję jakoś jutro!
josip
| 20:23 piątek, 6 maja 2011 | linkuj Noo, co raz śmielsze te dystanse u kolegi:) Tam się rzeczywiście nie da jechać przy samym jeziorze (jawne łamanie prawa o dostępie do akwenów publicznych!) ale jest bardzo fajna trasa - wpierw ścieżką wśród pokrzyw, potem koło gospodarstwa rolnego a następnie szutrówką między "wypasionymi posesjami" w Chybach. Musimy się tam jakoś niebawem razem wybrać!
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa sobot
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]