Irulon prowadzi tutaj blog rowerowy

Grunwaldzka/Bułgarska/Promienista

  • DST 26.30km
  • Czas 01:11
  • VAVG 22.23km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 14 października 2011 | dodano: 15.10.2011

Pojechałem sprawdzić dojazd na zajęcia, jaki będzie mieć moja lepsza połowa, która zaczęła kształcić się podyplomowo. Kluczowym węzłem komunikacyjnym jest tu tytułowe skrzyżowanie obok, baczność, Stadionu Miejskiego, spocznij. Skrzyżowanie owo jest od wieków mozolnie przebudowywane i przejazd przez nie był dla mnie zagadką. Jeszcze niedawno ogłoszono, że od 14 października ruch na nim będzie dwukierunkowy, ale się okazało, że termin przesunięto. Co prawda, wiedzę tę mogłem posiąść w internecie, ale nie ma to jak empiria.
Jazdę zacząłem po 17, przy powoli zachodzącym słońcu, i skończyłem już w niejakich ciemnościach. Jechało się średnio przyjemnie, a to z tego względu, że była to jazda miejska, a więc marzłem na czerwonych światłach i pilnie musiałem starać się nie dać zabić kierowcom blachosmrodów. Czy zauważyliście, że znaczna część kierowców w tym kraju nazywa się Pochujmigacz?



Przez jesienny las

  • DST 19.80km
  • Teren 10.00km
  • Czas 00:59
  • VAVG 20.14km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 9 października 2011 | dodano: 09.10.2011

Krótka wycieczka przed obiadem. Zaszyłem się lesie między Nową Wsią a Szczepankowem. Nie wiem, czy udało mi się w pełni oddać trasę, bo miejscami nieco się pogubiłem - korzystałem częściowo z żółtego i czerwonego szlaku rowerowego. A chyba przez ponad kilometr jechałem w kopnym piasku i tak nieco utwardzonym, po wczorajszych deszczach.



www.bikemap.net/route/1294785



Tędy i owędy

  • DST 51.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 25.08km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 8 października 2011 | dodano: 09.10.2011

Nareszcie jest jesień,a powietrze rześkie, choć nieco zimnawe. Nie ukrywam, że to moja ulubiona pogoda.
Na rower wybrałem się po porannym deszczu, odczekawszy chwilę, aż asfalt nieco wyschnie. I dobrze zrobiłem, bo dzięki temu opóźnieniu trafiłem niemal idealnie na otwarcie sklepu Armotbike w CH Giant. Tam od ręki wymieniłem osprzęt do licznika - jak przypuszczałem, złamał się kabelek. W dalszą drogę ruszyłem mogąc sprawdzać czas i dystans.
I mile się zaskoczyłem - dzięki espedom zauważalnie wzrosła mi prędkość jazdy. Oczywiście swoje zrobił też wiatr w plecy, ale ponieważ miałem też kilka odcinków, kiedy dostałem ostry wmordewind, uznać można, że wpływ "czynnika atmosferycznego" się zbilansował.
Z ciekawostek mogę tylko powiedzieć, że podczas przejazdu przez Tulce dopadł mnie ostry ból głowy. Początkowo myślałem, że to spóźniony kac. Ale nie - okazało się, że wystarczyło... poluzować kask :)
Na głowie miałem bowiem pod kaskiem dodatkową warstwę w postaci buffa.



Afterparty

  • DST 48.00km
  • Teren 18.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 23.04km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 października 2011 | dodano: 02.10.2011

Tytuł nawiązuje do kilku dni imprezowania dla dobra firmy (od czwartku do soboty).
Najpierw warsztaty/szkolenie z Ważną Międzynarodową Firmą. Czyli wiadomo co... W skrócie - żarcie było dobre, ale wódka nie. Jeśli chodzi o tę ostatnią, to w stoczonej bitwie nasz Król Wątroby pobił ich rezuna. Król najprawdopodobniej nie trawi alkoholu (życzmy mu 100 lat, ale patolodzy będą się niewątpliwie bić o możliwość przebadania królewskiego organu), w związku z tym rezun nie miał szans. Biedak! Ale dobrze mu tak, bo kiedyś i mnie zmorzył.
Po warsztatach była integracja, w trakcie której mogłem już spożywać mój ulubiony napój. Ale to nie on był problemem (wlewałem go pod kontrolą i trawiłem na bieżąco), tylko niewyspanie.
W każdym razie - zbudziwszy się dzisiaj po 5 godz. snu, rozgrzawszy przed komputerem i pokrzepiwszy kawą, wyruszyłem na wycieczkę. Pogoda super, utrzymująca się mgła przez większość czasu nie przepuszczała słońca, co pozwoliło utrzymać przyjemne 15 stopni Celsjusza. W słuchawkach najpierw retrospekcyjnie Amorphis "Am Universum" - jeden z wielu przykładów jak mogą dojrzeć zespoły metalowe - od siermiężno-posępnego doom/death, po coś co w zasadzie można nazwać progresywnym metalem chyba. Potem szwedzki ambient - Carbon Based Lifeforms "World Of Sleepers". Mocno polecany wszystkim i do snu i za dnia - wspaniały przykład prostej, relaksacyjnej, nieinwazyjnej muzyki elektronicznej, która jednak ma swoje tempo i nie nudzi.

src="



Alive Again

  • DST 21.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 00:57
  • VAVG 22.11km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 25 września 2011 | dodano: 02.10.2011

Aby swój powrót uznać za pełny, poczułem potrzebę wyjścia na rower dzień po dniu.
I nawet parametry miałem lepsze. Pogoda słoneczna, więc nawet trochę za ciepło się ubrałem, spodziewając się niższej temperatury i chłodniejszego wiatru pod koniec września.
Parametry wyjazdu już nieco lepsze.

Wczesnojesienna breja na Dębinie. Chlup, chlup.





Back From The Dead

  • DST 20.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:05
  • VAVG 18.46km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 24 września 2011 | dodano: 02.10.2011

Najpierw urlop w Bieszczadach, potem wyjazdy służbowe, wreszcie choroba. Oj, długo mnie tu nie było.
Ale wróciłem i jest to zaiste powrót z niemalże zaświatów (więc może lepiej byłoby "Back From The Netherworld"?).
Cały czas jeżdżę bez licznika, więc czas i dystans jest na oko.
Osłabienie po chorobie zrobiło swoje, ale też odczuć można brak licznika - kiedy pokazuje prędkość, to działa motywująco.

Celem mojego wyjazdu było zobaczenie jak wygląda sprowadzony na jezioro Swarzędzkie aerator. Urządzenie faktycznie jest już na jeziorze, więc spróbowałem je ufocić, ale mój wierny Samsung Monte (smartfonom mówimy nie!), choć ma wiele zalet, to aparat 3.2 MPix bez autofokusa do nich nie należy. Umówmy się więc, że aerator widać, tym, którzy nie mogą znaleźć go na moim zdjęciu, polecam samodzielną wyprawę nad jezioro Swarzędzkie.





Po mieście

  • DST 26.00km
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 31 sierpnia 2011 | dodano: 31.08.2011

Licznik się niestety nie naprawił w czasie kiedy rower odpoczywał po poprzedniej wycieczce. Znowu więc nie wiedziałem, z jakim tempem jadę. A było to tempo raczej spacerowe. Ale cóż - idzie na jesień, powietrze rześkie i lekko chłodnawe, zapadająca szaruga pięknie podkreśla wszystkie neony i światła, więc zamiast gnać po ciemnym lesie, pojechałem sobie "w Poznań". Powłóczyłem się po Ratajach i przez Aleję Wielkopolską dotarłem w zakątki, w których nigdy jeszcze nie byłem - okolice ulic Drzymały i Urbanowskiej, całkiem malownicze, choć może nie pierwszej świeżości.

W słuchawkach miałem Ellen Allien & Apparat "Orchestra Of Bubbles", naprawdę świetny album, dobrze współgrał z nastrojem wczorajszego wieczoru. Ellen to weteranka berlińskiej sceny techno, choć tej płyty jako techno bym nie określił. To raczej IDM (Intelligent Dance Music) lub po prostu electronica. Klasycznych beatów tam w zasadzie nie ma, jest dużo dziwnych, fajnych elektronicznych odgłosów i sampli. Ellen obsłuchałem sobie niemal 2 razy, więc na zakończenie zapuściłem sobie jeszcze najnowszego Vadera. Męczę go już od paru dni i choć z początku wrażenia miałem takie sobie, to teraz zaczynam doceniać kolejny krążek weteranów (choć tym razem nie techno, a death metalu :)




Mosina

  • DST 55.00km
  • Teren 18.00km
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 28 sierpnia 2011 | dodano: 28.08.2011

No i proszę, ponad 50 km, a ja tego nie czuję. Byłbyż to pozytywny wpływ moich wpinanych pedałów? Może to być też kwestia psychologii, jadąc nie wiedziałem ile już kilometrów mam w nogach, bo ponieważ w przyrodzie musi być równowaga, kiedy cieszę się nowymi pedałami i oponami, padł mi licznik :(
Ciężko mi było bez niego na początku, tak się przyzwyczaiłem, że mogę cały czas sprawdzać dystans i prędkość. Ale w końcu zamiast się martwić licznikiem, zacząłem się cieszyć jazdą i piękną aurą. Po kilku dniach upalnej i parnej pogody, wczoraj wiatr przyniósł burzę i chłodniejsze, wczesnojesienne powietrze. Zrobiło się rześko i przyjemnie, słońce zamiast prażyć, tylko przyjemnie grzało. Kiedy majstrowałem przy liczniku próbując go wskrzesić, wiatr osadził na przednim hamulcu nić babiego lata. Widomy znak, że najpiękniejsza pora roku jest tuż tuż!
Celem mojego wyjazdu było spenetrowanie Łabędziego Szlaku Rowerowego, w którego mapkę zaopatrzyłem się podczas wizyty w pałacu w Rogalinie w ostatni weekend. Szlak ten wiedzie przez malowniczy las między Wiórkiem a Rogalinkiem, przez pewien odcinek prowadząc wzdłuż Warty.
Kiedy dojechałem do mostu, postanowiłem jeszcze zobaczyć początek innego szlaku, którego mapkę także zdobyłem w Rogalinie. Południowy szlak nadwarciański, bo o nim mowa, zaczyna się od skrzyżowania drogi wojewódzkiej Mosina - Kórnik z odnogą do Niwki. Pojechałem nim kawałek na południe, ale dość szybko odbiłem do Mosiny i wróciłem przez most, by następnie zapaść ponownie we wióreckim lesie. Korzystając z tego, że jest pocięty regularnymi przecinkami, kluczyłem trochę. Najpierw jechałem przez nasiąknięte po wczorajszym deszczu poszycie, by wyjechać na piaszczyste łachy, na których zaliczyłem pierwszą espedoglebę - zaryłem się, nie zdążyłem wypiąć i miękko klapnąłem w piasek. Całkiem przyjemnie :)
Otrzepawszy się odnalazłem asfalt i pomknąłem do domu na obiad.



Michałowo

  • DST 25.60km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:08
  • VAVG 22.59km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 sierpnia 2011 | dodano: 28.08.2011

Drugi wyjazd z SPD. Zupełnie dobrze - pracuję nad techniką. Kiedyś na spiningu instruktorka stwierdziła, że za bardzo daję kolana na zewnątrz. Myślałem, że marudzi, ale okazuje się, że miała rację - przy SPD ten błąd się ujawnił wyraźniej. Na szczęście łatwo go opanować, bo wpięcie wymusza lepszą pracę nóg. Po kolejnym podniesieniu siodełka mogę stwierdzić, że teraz pedałuje mi się zupełnie dobrze.
Trasa: wokół Malty, Olszak, okolice Nowej Wsi Poznańskiej, a potem Darzyńska i Michałowo. Powrót wiaduktem Franowo i koło centrum handlowego.

Miałem też napisać, jak to było z moim przeglądem w Cyklotour. W zasadzie to nic - poza tym, że czekałem długo na rower (oddałem w piątek, odebrałem w czwartek). Ale kiedy obsługa sympatyczna, więcej można wybaczyć :)
W poniedziałek mieli awarię prądu i nie mogli serwisować, a potem mieli awarię telefonu i nie mogli zadzwonić, żeby mnie powiadomić (a kiedy dzwoniłem sam, to kazali czekać aż sami zadzwonią...). Kiedy odebrałem rower, okazało się, że choć SPD zostały zamontowane, to nie było zmiany opon. Musiałem więc jeszcze chwilę poczekać.
A w tym czasie mogłem podziwiać taki oto bolid:



Ferst tajm ewer

  • DST 22.73km
  • Czas 01:03
  • VAVG 21.65km/h
  • Sprzęt Cube Analog
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 sierpnia 2011 | dodano: 25.08.2011

Dziś był mój pierwszy raz w SPD. W zasadzie kupiłem je, bo - jak mi się wydaje - znacząca większość osób poważniej uprawiających kolarstwo ich używa (miliony much nie mogą się mylić, prawda?). No i bardzo byłem ciekawy efektu.

Jedna jazda to raczej za mało, żeby dobrze rzecz ocenić, ale jakiejś rewelacji nie było... Nie wyglebiłem się (jeszcze), wypinam się na razie bez problemów (aczkolwiek w połowie trasy źle przykręcone mocowanie zostało mi w pedale... :).
Instynktownie też podniosłem siodełko bardziej do góry, co zdaje się jest wskazane. Poczułem też prawe kolano (to bez więzadła krzyżowego, ACL), ale raczej składam to na karb bólu mięśni, które teraz zaczęły pracować (mimo ćwiczeń, cały czas podświadomie je oszczędzam, co do końca nie jest dobre, bo nie pozwala im się w pełni odbudować).

Kiedy czekałem na rower (miałem przegląd, połączony z zamontowaniem SPD i zmianą opon) i zamiast pedałować chodziłem na siłownię, instruktor fitness postraszył mnie fatalnymi skutkami jakie w razie wypadku SPD może mieć na moje kolano. Tego akurat się aż tak bardzo nie boję, bo nie jeżdżę agresywnie i liczę, że zastosowanie maksymalnego luzu w pedałach pozwoli na szybkie wypięcie się.
A teraz siedzę i przeglądam fora internetowe. I okazuje się, że to nawet nie o ten brak wypięcia chodzi, ale o urazy jakich można się nabawić przez uporczywe pedałowanie w niekorzystny dla kolan sposób. Tutaj narażam jednakowo oba z nich, także to z ACL. Wątki dotyczące SPD są nieco schematyczne - odzywa się ktoś, komu SPD zniszczyło kolana, a potem odzywają się inni, tłumacząc - w sposób rzeczowy lub emocjonalny, że to nieprawda, że SPD są mniej zdrowe i bardziej kontuzjogenne, że winne jest niewłaściwe ustawienie... potem kontratakują kontuzjowani... bla bla. No cóż, pojeżdżę sobie, poobserwuję kolana, zawsze mogę wrócić do platform.

Dodam tylko, że nowe opony (Continental Race King 2.0) także mnie w euforię nie wprawiły. Prawda jest taka, że ich opór toczenia nie będzie niższy niż na moich, wiernych na maksa zjechanych Fast Fredach 2.25 w wersji już właściwie slick :) Dobrze się na nich jeździło, choć zakręty już musiałem brać ostrożnie. Zastanawiałem się więc, czy jednak nowych semi slicków nie kupić. Do kupna opon z większym bieżnikiem przekonała mnie jednak wieczna plaga miejskich szlaków - wszechobecne szkło, przed którą taki bieżnik powinien - teoretycznie - lepiej chronić.

Pora kończyć, przygody z serwisem Cyklotour :) opiszę w następnym wpisie.